Terapia nieidealna, ale możliwa

20 marca 2020 roku – w Polsce oficjalnie startuje stan epidemii. Wokół zaczyna tworzyć się rzeczywistość pełna statystyk, obostrzeń i kryzysowego zarządzania na wszystkich podległych państwowej administracji frontach. I pojawiają się obrazy tego, jak w odpowiedzi na nowe rozwiązania jedni pukają się w czoło na pomysł zamykania lasów, a inni pukają w szyby, aby umówić wizytę w przychodni.

Mamy końcówkę sierpnia 2026 roku i mimo że od tego kryzysowego czasu minęło już ponad 6 lat, nadal spieramy się w ocenach i słuszności podjętych działań. Ale dziś nie o rozliczeniach i podsumowaniach, a o jednym z rozwiązań, które w tym czasie rozwinęło się na tyle, by do dziś pomagać OzN pełniej korzystać z przysługujących im praw.

Technologia w szkole i gabinecie

Zdalne – to słowo zna już chyba każdy. Pandemia nie mogła na długo zawiesić obowiązku szkolnego milionów uczniów i w miejscu, gdzie nauka w murach szkolnych przestała być możliwa, pojawiła się opcja nauki zdalnej. Pokój ucznia zamiast klasy, komputer z dostępem do internetu i kamerą – tak teraz wyglądała edukacyjna rzeczywistość. No i walka nauczycieli z brakami sprzętowymi i obsługą oprogramowania będącego do tej pory czarną magią.

Wykorzystanie nowych technologii komunikacji weszło nie tylko do świata edukacji, ale również do systemu usług medycznych. I tu przynajmniej w niektórych kierunkach okazało się być niezwykle pomocne. Mam tu na myśli usługi terapeutyczne – szczególnie te adresowane do osób z niepełnosprawnością. Usługi, które dzięki swojej zdalnej formie pokazały bariery, z którymi na co dzień muszą mierzyć się takie osoby oraz działania, które nieidealnie, ale zauważalnie mogą te ograniczenia zmniejszać.

Dzień dobry Pani Mario

Dobrze Panią widzieć. Cóż dobrego słychać? – na ekranie, po drugiej stronie światłowodu pojawia się znajoma już twarz terapeuty. Terapia w formie spotkań online to jedna z możliwości jakie ma on w swojej ofercie. Będzie teraz przez kolejną godzinę omawiał ze swoją pacjentką tematy, z którymi przyszła na tę sesję, starając się, by ani przez chwilę nie poczuła, że to spotkanie mogłoby być gorsze i mniej wartościowe od tego gabinetowego, które m.in. przez odległość nie jest w tym przypadku możliwe. Terapeutę i pacjentkę dzielą setki kilometrów i niepełnosprawność, która nie pozwala na sesję w terminach wspólnie ustalonych na pierwszych spotkaniach. Ktoś mógłby powiedzieć, że można przecież znaleźć kogoś bliżej – w mieście, gminie, powiecie, czy od biedy w województwie. Zgadza się, ale katalog barier w przypadku OzN bywa dużo dłuższy niż tylko sama odległość.

Potrzebuję terapii…

Tylko nie pokonam schodów

Klasyka gatunku wśród pacjentów z niepełnosprawnością ruchową. I o ile w przypadku gabinetów umiejscowionych jako jeden z wielu w przychodni nie ma tak wielkiego problemu, tak w przypadku tych prywatnych bywa różnie. A nie oszukujmy się, pacjent szybciej trafi do prywatnego, niż doczeka możliwości leczenia na NFZ. Takie czasu – lajf is brutal. Tylko w życiu OzN bariery architektoniczne to nie fanaberia, a np. konieczność proszenia osób trzecich o wsparcie w ich pokonaniu. Gdy przyjdą na terapię z tematami zależności od innych, będzie to kolejny dodatkowy krok do przewalczenia w sobie.

Tylko nie mam prawa jazdy

I muszę specjalnie organizować podróż wśród bliskich. Albo zdać się na łaskę publicznego transportu. W mieście być może nie będzie tak źle, ale nie każdy jest w stanie wybrać dowolnie miejsce zamieszkania. Mobilność i samodzielność to wolność, którą nierzadko w pierwszej kolejności niepełnosprawność w brutalny sposób odbiera.

Tylko mieszkam na wsi lub w małej miejscowości

Do gabinetu mam kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów. A nawet jeśli w swojej najbliższej okolicy mam ośrodek takiego specjalisty, to żyjąc w mniejszej miejscowości, nie zdecyduję się właśnie na niego. Wiem, że pracujący tam psycholog lub psychiatra jest profesjonalistą, ale chodzenie na co dzień do tego samego sklepu w okolicy, mijanie go w drodze do kościoła, banku lub urzędu może nie być na początku drogi z terapią komfortowe.

Tylko nikt o tym nie wie

I z wielu powodów długo się o tym nie dowie. A zawożąc mnie pod gabinet specjalisty zdrowia psychicznego, bliski od razu zobaczy tabliczkę ze specjalizacją lub skojarzy adres. I nawet jeśli tematy sesji nie będą go bezpośrednio dotyczyć, to atmosfera medycznej tajemnicy może być nieznośna do codziennego utrzymywania.

Zawsze jest jakieś „ale”

Zdalna forma terapii nie jest wolna od wad, ma swoje ograniczenia, o których warto i potrzeba również napisać.

Pierwszą z nich jest niepełny obraz pacjenta. Wideorozmowa to spotkanie twarzą w twarz, w granicach wyznaczonych przez ekran. Terapeuta w swoim obrazie nie zobaczy zaciśniętych poza kadrem dłoni, nie dostrzeże reakcji spiętych mięśni. Pacjent pozostając w zasięgu oka kamery nie dostanie możliwości wygodnej zmiany pozycji, przejścia się po pomieszczeniu – jeśli niepełnosprawność mu na to na co dzień pozwala. Postaci po obu stronach światłowodu nie widzą przestrzeni dookoła, która również jest ważna do budowania poczucia bezpieczeństwa. To są realne straty w procesie diagnostyki i leczenia.

Ekran to możliwości, ale również bariera. Człowiek inaczej reaguje na rozmowę głosową, inaczej na spotkanie wideo, a zupełnie inaczej na siedzącą przed nim w tym samym pomieszczeniu drugą osobę. W przypadku, gdy pacjent reaguje emocjonalnie, terapeuta może go wspierać tylko słownie. I nie chodzi tu o straconą możliwość dotyku czy przytulenia – bo te reakcje bywają kontrowersyjne i ich jasne granice powinny być ustalane na samym początku współpracy, ale np. o podanie chusteczki, gdy pojawiają się łzy lub danie możliwości odwrócenia się na moment bez tracenia pacjenta z oczu poza kamerą.

Wreszcie temat zachowania prywatności. Gdy OzN nie mieszka sama, to obecność innych członków rodziny w pomieszczeniach obok bywa trudna i niekomfortowa – szczególnie, gdy te osoby nie wiedzą o procesie terapeutycznym. Pacjent nie może sobie pozwolić na głośniejszy krzyk, płacz lub wulgarne słowa bez zwracania na siebie uwagi. W takich okolicznościach może się specjalnie hamować, co w terapii nie jest do końca pożądane.

Nieidealna, ale konieczna

Taka jest właśnie terapia online, gdy specjalista ma po drugiej stronie pacjenta z niepełnosprawnością. Jest rozwiązaniem, które dla części OzN usuwa bariery nie do pokonania w żaden inny sposób. Tu nie ma już miejsca na porównywanie między terapią lepszą i gorszą, a taką z ograniczeniami lub tą, której w ogóle nie będzie.

Kategorie:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *